Jak ja lubię takie wypady kiedy jest się z rodziną i przyjaciółmi w miejscu spokojnym ale urokliwym, kiedy odpoczynek nabiera nowego znaczenia, bo nic nie musisz ale chcesz :)
I tak właśnie było w miniony weekend :)
Wybraliśmy się z Państwem W. i ich synem na działkę, dzięki uprzejmości ich wujka. Tereny piękne, ponieważ Stara Wieś jest tuż za Limanową czyli góry, czyste powietrze i zwierzęta, które wypasane były nie opodal i nie mówię tu o krowach ale owcach i sarnach, które były w zagrodach. Nie muszę chyba pisać, że Nutka była zachwycona.
Mnie osobiście udało się zrobić skromne 3 km ale chłopaki już w sobote zrobili ponad 20 km po górach w deszczu, wrócili cali mokrzy ale zadowoleni. A my w tym czasie z Panią A. umyłyśmy samochody no co taki wysiłek to też forma ćwiczeń ;) Na działce było też spore oczko wodne z którego musiał skorzystać Tofi, bo inaczej nie byłby sobą. Nutka za to latała po podwórku jak szalona :)
W niedziele i poniedziałek też nie próżnowali, trasy ponad 10 km, którymi też Pani A. nie pogardziła. Pan D. skosił trawę a ja ją grabiłam ehh jak głupia ręce mnie bolały ale czułam, że żyje.
Chciałabym napisać o jakiś spektakularnych osiągnięciach w tropieniu mojej wagi, ale cóż nie ma się czym chwalić, co chwile coś staje na przeszkodzie, ale już za niespełna 2 tyg III Wolbromska Ciężkach Dycha. Ja startuje na 5 km ale w ogóle nie czuje się przygotowana, aż mi wstyd mam tylko nadzieje, że uda mi się do tego czasu trochę pobiegać.
Tylko gdzie ja znajdę motywacje, bo gdzieś się schowała tylko gdzie :/



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz