Ostatni tydzień był bardzo intensywny w drodze i poza domem, ale dla mnie bardzo szczęśliwy :)
W poniedziałek pojechaliśmy na wieś do mojej Mamy, by spędzić u niej kilka dni. Pogoda była cudna. Nutka biegała jak szalona lub przesypywali piasek z piaskownicy przygotowanej przez Dziadka Darka. Jak nic moje dziecko uwielbia piach ;)
Najpiękniejszym prezentem jakim kiedykolwiek dostałam była kartka pokolorowana przez Nutkę nadmieniam, że to jej pierwsze spotkanie z kredkami i według mnie bardzo udane :)
Dziadkowi udało się uchwycić konspiracyjne przygotowywanie niespodzianki :)
A potem można się już tylko bawić ;)
Nie ukrywam, że intensywność tego tygodnia nie przekłada się na treningi a wręcz waga poszła nieco w górę ale był to bardzo dobrze spędzony czas z najbliższymi polecam :)
A jutro opis drugiej części tygodnia ;)
poniedziałek, 30 maja 2016
wtorek, 24 maja 2016
Perły Małopolski 2016 - Szczawnica
W ostatnią niedziele odbył się kolejny bieg z cyklu Perły Małopolski 2016 - Szczawnica.
Oczywiście i ja tam byłam, ponieważ Pan P. i mocna ekipa z Wolbrom Team i olkuszbiega.pl startowała a wiadomo bez kibiców było by smutno i nudno :)
Dzień zapowiadał się ciężko dla biegaczy, bo tak jak i w Skale była piękna słoneczna pogoda. Nasza podróż zaczęła się o 7.30 byłam ja, Nutka, Pan P. i Państwo S., z którymi wyruszyliśmy wspólną podróż. Droga upłynęła Nam szybko, na miejscu spotkaliśmy Państwo W., którzy zameldowali się w Szczawnicy już w sobotę.
Po odebraniu pakietów startowych w biurze zawodów biegacze przebrali się w odpowiednie stroje i ruszyliśmy na start, który był oddalony o 2 km. Dobre humory Nas nie opuszczały a strefa kibica była odpowiednio wyposażona :)
Start był o 12 a żar lał się z nieba, dla biegaczy nie była to wymarzona pogoda a wiadomo trasa była wymagająca :) Na miejscu spotkaliśmy innych biegających znajomych.
Kiedy wszyscy już wystartowali postanowiliśmy na czas oczekiwania schronić się w cieniu tak by mieć siły na kibicowanie kiedy Nasi będą na półmetku. Schody to coś czego z Nutką nie lubimy ale tym razem było wyjątkowo, bo mogłyśmy liczyć na pomoc dżentelmenów. Jak widać Nutce bardzo się podobało :)
W odpowiednim czasie wyruszyliśmy na trasę by dopingować Naszych, dobra strefa kibica to coś co biegacze uwielbiają. Pan P. miał czas by dać buziaka swojej najwierniejszej fance, kiedy na półmetku wbiegał z Panem D. :)
Jak widać trasa nie była łatwa, wiadomo góry, ale uśmiechy towarzyszyły do samego końca :)
Wszyscy dali radę i pomimo kryzysów dobiegli na metę niesieni dopingiem kibiców i wsparciem współbiegaczy :D Jeszcze tylko wspólna fotka i kolejny etap Pereł można uznać za wykonany :)
A co się działo potem można tylko skomentować, że w każdym dorosłym kryje się dziecko :D
Oczywiście i ja tam byłam, ponieważ Pan P. i mocna ekipa z Wolbrom Team i olkuszbiega.pl startowała a wiadomo bez kibiców było by smutno i nudno :)
Dzień zapowiadał się ciężko dla biegaczy, bo tak jak i w Skale była piękna słoneczna pogoda. Nasza podróż zaczęła się o 7.30 byłam ja, Nutka, Pan P. i Państwo S., z którymi wyruszyliśmy wspólną podróż. Droga upłynęła Nam szybko, na miejscu spotkaliśmy Państwo W., którzy zameldowali się w Szczawnicy już w sobotę.
Po odebraniu pakietów startowych w biurze zawodów biegacze przebrali się w odpowiednie stroje i ruszyliśmy na start, który był oddalony o 2 km. Dobre humory Nas nie opuszczały a strefa kibica była odpowiednio wyposażona :)
Start był o 12 a żar lał się z nieba, dla biegaczy nie była to wymarzona pogoda a wiadomo trasa była wymagająca :) Na miejscu spotkaliśmy innych biegających znajomych.
Kiedy wszyscy już wystartowali postanowiliśmy na czas oczekiwania schronić się w cieniu tak by mieć siły na kibicowanie kiedy Nasi będą na półmetku. Schody to coś czego z Nutką nie lubimy ale tym razem było wyjątkowo, bo mogłyśmy liczyć na pomoc dżentelmenów. Jak widać Nutce bardzo się podobało :)
W odpowiednim czasie wyruszyliśmy na trasę by dopingować Naszych, dobra strefa kibica to coś co biegacze uwielbiają. Pan P. miał czas by dać buziaka swojej najwierniejszej fance, kiedy na półmetku wbiegał z Panem D. :)
Jak widać trasa nie była łatwa, wiadomo góry, ale uśmiechy towarzyszyły do samego końca :)
Wszyscy dali radę i pomimo kryzysów dobiegli na metę niesieni dopingiem kibiców i wsparciem współbiegaczy :D Jeszcze tylko wspólna fotka i kolejny etap Pereł można uznać za wykonany :)
A co się działo potem można tylko skomentować, że w każdym dorosłym kryje się dziecko :D
sobota, 21 maja 2016
2 Bieg Republiki Sławkowskiej
Dzisiejszy dzień był mega męczący ale jestem szczęśliwa :)
Rano oczywiście parkrun w Wolbromiu jakoś się tak porobiło że pobiegłam czas taki sobie 42:52min ale mnie to nie przeszkadza, liczy się że dałam rade ;)
W sumie to nie wiem co mnie podkusiło z tym porannym bieganiem. Ba nie wiem co mnie podkusiło by z kijkami wczoraj zrobić 15 km w 3 godziny. Generalnie byłam zmęczona a do tego było mega ciepło a tu jeszcze czekał Nas start w 2 Biegu Republiki Sławkowskiej.
Na to wydarzenie zapisał Nas jakiś czas temu Pan P. oczywiście nie biegałam tylko szlam o kijkach i uwaga Pan P. z Nutka też szli, to znaczy Pan P. niósł Młodą w specjalnym nosidle :)
Generalnie nie było łatwo czołówka wystartowała jakby co najmniej biegła a ja walczyłam ze swoją głupotą czyli bólem spowodowanym wcześniejszymi wycieczkami :/
Pan P. poleciał do przodu zajmując ostatecznie 22 miejsce moim zdaniem piękny debiut a ja ostatecznie ukończyłam mój start na 55 miejscu na 64 kijkarzy z czego również byłam zadowolona bo jednak to nie takie proste jak się patrzy na to z boku :)
Był to mój pierwszy start ale raczej nie ostatni tylko muszę więcej trenować i może będą efekty ostatecznie czas 52:02 jest tylko progiem do przekroczenia ;)
Dziękuje serdecznie Darkowi Sidorowi za piękne fotki :)
Rano oczywiście parkrun w Wolbromiu jakoś się tak porobiło że pobiegłam czas taki sobie 42:52min ale mnie to nie przeszkadza, liczy się że dałam rade ;)
W sumie to nie wiem co mnie podkusiło z tym porannym bieganiem. Ba nie wiem co mnie podkusiło by z kijkami wczoraj zrobić 15 km w 3 godziny. Generalnie byłam zmęczona a do tego było mega ciepło a tu jeszcze czekał Nas start w 2 Biegu Republiki Sławkowskiej.
Na to wydarzenie zapisał Nas jakiś czas temu Pan P. oczywiście nie biegałam tylko szlam o kijkach i uwaga Pan P. z Nutka też szli, to znaczy Pan P. niósł Młodą w specjalnym nosidle :)
Generalnie nie było łatwo czołówka wystartowała jakby co najmniej biegła a ja walczyłam ze swoją głupotą czyli bólem spowodowanym wcześniejszymi wycieczkami :/
Pan P. poleciał do przodu zajmując ostatecznie 22 miejsce moim zdaniem piękny debiut a ja ostatecznie ukończyłam mój start na 55 miejscu na 64 kijkarzy z czego również byłam zadowolona bo jednak to nie takie proste jak się patrzy na to z boku :)
Był to mój pierwszy start ale raczej nie ostatni tylko muszę więcej trenować i może będą efekty ostatecznie czas 52:02 jest tylko progiem do przekroczenia ;)
Dziękuje serdecznie Darkowi Sidorowi za piękne fotki :)
wtorek, 17 maja 2016
15. PZU Cracovia Maraton cz. 2
Nie byłabym sobą gdybym nie pochwaliła się moim osobistym Maratończykiem, z którego jestem mega dumna. Pan P. na metę wbiegał z uśmiechem na twarzy i jakby nie było po nim widać zmęczenia. Trochę długo na niego później czekałam i już się martwiłam, ale okazało się że był na masażach, które postawiły go na nogi. Dzięki czemu dziś był w stanie nawet normalnie funkcjonować :)
Dumna też jestem z Nutki, bo była mega dzielna. Kibicowała krzycząc i bijąc brawo, co prawda odpadła kiedy Tata wbiegał na metę i nic jej nie było w stanie obudzić nawet wuwuzele tuż na wózkiem, ale kiedy Tata pojawił się na horyzoncie przywitała go szerokim uśmiechem :D
Pan P. osiągnął piękny czas łamiąc 4 godziny, jego wynik to 3:54:40 <3 założenia trenera wykonane teraz tylko przygotowania do ultra :)
Dumna też jestem z Nutki, bo była mega dzielna. Kibicowała krzycząc i bijąc brawo, co prawda odpadła kiedy Tata wbiegał na metę i nic jej nie było w stanie obudzić nawet wuwuzele tuż na wózkiem, ale kiedy Tata pojawił się na horyzoncie przywitała go szerokim uśmiechem :D
Pan P. osiągnął piękny czas łamiąc 4 godziny, jego wynik to 3:54:40 <3 założenia trenera wykonane teraz tylko przygotowania do ultra :)
poniedziałek, 16 maja 2016
15. PZU Cracovia Maraton
Tak tak i ja tam byłam, pot, łzy, krew i uśmiech widziałam. Oczywiście z pozycji kibica, ale jak to mówią bez kibiców było by nudno :)
Tak więc niedziela gdzieś po 5 rano czas na wstawanie, nie było łatwo bo zachciało mi się oglądać Eurowizje, a tak poza tym to brawa dla Michała Szpaka :D Wyjazd przed 7 na parkingu zabraliśmy jeszcze Panią A., która dzielnie ze mną walczyła na każdym punkcie z dopingiem. Tak właściwie to szkoda, że nie włączyłam endomondo bo pewnie trochę kilometrów by Nam wyszło :) Dojechaliśmy do Krakowa po jakiś 40 min, wydawało Nam się, że mamy dużo czasu ale jednak wszystko było na styk.
Pana P. i innych z Wolbrom Team pożegnaliśmy i udaliśmy się do Naszej strefy kibica. mieliśmy wszystkie potrzebne atrybuty ale co najważniejsze mieliśmy zapał pomimo zimna i wiatru.
Kiedy wystartowali emocje i Nam się udzieliły, krzyczałyśmy i trąbiłyśmy ile sił w płucach. To co widziałam podczas biegu strasznie mnie wzruszyło. Na starcie byli też ludzie niepełnosprawni choć dla mnie byli Oni bardziej sprawni niż Ci co uważali się za zdrowych :)
Myślałam, że czas będzie się Nam dłużyć nie miłosiernie a tu tak szybko zleciało, może dlatego że jeździłyśmy po połowie trasy ale było warto, bo widok biegaczy którzy walczą ze swoimi słabościami to ładowanie baterii dla Nas stojących po drugiej strony :)
Pozatym udało się zrobić Nutce bardzo fajną fotkę ;)
Na mecie było jeszcze więcej emocji, kiedy krzyczysz "dawaj, dawaj, jesteś mistrzem" i widzisz, że dodaje to sił biegaczom, bo nagle przyspieszają to widzisz sens w tym, że tam stałeś i marzłeś :)
Gratuluje wszystkim, którzy ukończyli ten maraton czas się nie liczy, liczy się walka ze sobą i dobiegnięcie do mety :)
Tak więc niedziela gdzieś po 5 rano czas na wstawanie, nie było łatwo bo zachciało mi się oglądać Eurowizje, a tak poza tym to brawa dla Michała Szpaka :D Wyjazd przed 7 na parkingu zabraliśmy jeszcze Panią A., która dzielnie ze mną walczyła na każdym punkcie z dopingiem. Tak właściwie to szkoda, że nie włączyłam endomondo bo pewnie trochę kilometrów by Nam wyszło :) Dojechaliśmy do Krakowa po jakiś 40 min, wydawało Nam się, że mamy dużo czasu ale jednak wszystko było na styk.
Pana P. i innych z Wolbrom Team pożegnaliśmy i udaliśmy się do Naszej strefy kibica. mieliśmy wszystkie potrzebne atrybuty ale co najważniejsze mieliśmy zapał pomimo zimna i wiatru.
Kiedy wystartowali emocje i Nam się udzieliły, krzyczałyśmy i trąbiłyśmy ile sił w płucach. To co widziałam podczas biegu strasznie mnie wzruszyło. Na starcie byli też ludzie niepełnosprawni choć dla mnie byli Oni bardziej sprawni niż Ci co uważali się za zdrowych :)
Myślałam, że czas będzie się Nam dłużyć nie miłosiernie a tu tak szybko zleciało, może dlatego że jeździłyśmy po połowie trasy ale było warto, bo widok biegaczy którzy walczą ze swoimi słabościami to ładowanie baterii dla Nas stojących po drugiej strony :)
Pozatym udało się zrobić Nutce bardzo fajną fotkę ;)
Na mecie było jeszcze więcej emocji, kiedy krzyczysz "dawaj, dawaj, jesteś mistrzem" i widzisz, że dodaje to sił biegaczom, bo nagle przyspieszają to widzisz sens w tym, że tam stałeś i marzłeś :)
Gratuluje wszystkim, którzy ukończyli ten maraton czas się nie liczy, liczy się walka ze sobą i dobiegnięcie do mety :)
środa, 11 maja 2016
III Ultramaraton Podkarpacki
Ultramaraton - jak to pięknie brzmi i jeśli o mnie chodzi coś co jest nie osiągalne i nie jest to kwestia 5, 10 czy 15 lat po prostu jeśli kiedyś będę biegać to może uda się przejść jakiś pół maraton ;)
Wracając jednak do Ultramaratonu to dziś będzie nie o mnie ale o ludziach, którzy są moimi przyjaciółmi a jednocześnie mentorami :) We wtorek miałam przyjemność rozmawiać z Agą i Darkiem Walczakami (dziś wyjątkowo bez skrótów ;)), którzy opowiadali o swoich przeżyciach z III Ultramaratonu Podkarpackiego. Nie będę ukrywać, że chłonęłam każde ich słowo jak gąbka wodę :)
W sumie w dniu ich startu walczyliśmy wszyscy Oni na Ultra ja z rodzinką na Naszych "górkach". Przez to, że Pan P. na bieżąco monitorował wyniki i był w łączności z Darkiem to trochę czułam się jakbyśmy przechodzili te same trasy, jakby każdy z Nas robił swoje Ultra, bo w sumie co to jest Ultra. Według mnie to przełamywanie swoich ograniczeń, pokonywanie bólu, zmaganie się z krążącym w głowie pytaniem "czy to już czas by odpuścić". Oprócz pokonanego dystansu różniło Nas jeszcze coś na wszystkich zdjęciach które oglądałam powtarzało się jedno - uśmiech od ucha do ucha, którego u mnie ciężko było znaleźć ;)
Darek wystartował na dystansie 72 km a Aga na 30 km, oba te dystanse są dla mnie hardcorem dlatego jestem z nich mega dumna. Aga była 9 wśród kobiet wyprzedzając nie jednego pana a w kategorii open 76. Darek natomiast wśród mężczyzn był 80, w open 92.
Na tej samej imprezie a zarazem do grona Ultrasów dołączyli Marcin Plutka i Grzegorz Sroka, których również mam przyjemność znać :) Pozatym musze dodać, że są mega fajnymi facetami i jak widać i u Nich uśmiech nie schodził z twarzy choć lekko nie było dali rade :) Jeszcze raz gratulacje chłopaki :)
Darek z Panem P. już planują kolejne długie biegi. Jednym z ciekawszych będzie Bieg Komandosa :) Chłopaki maja cały plan opracowany, część sprzętu już zakupiona. Darek ma już Bieg Komandosa za sobą więc Pan P. korzysta z każdej cennej wskazówki.
Na III Ultramaratonie Podkarpackim Darek spotkał pewnego człowieka, który jakby nie było był poniekąd sprawcą jego startu w Ultra :) A tym człowiekiem był Robert "Trebi" Corab, który podczas Biegu Komandosa namówił Darka na Ultra a co się okazało był na nim sędzią.
Robert "Trebi" Corab to znana postać w tym świecie, tak więc i ja muszę trochę poczytać o jego dokonaniach, które są nie małe :)
Jeszcze raz gratuluje Darkowi i Adze :D Jestem z Was mega dumna <3
Wracając jednak do Ultramaratonu to dziś będzie nie o mnie ale o ludziach, którzy są moimi przyjaciółmi a jednocześnie mentorami :) We wtorek miałam przyjemność rozmawiać z Agą i Darkiem Walczakami (dziś wyjątkowo bez skrótów ;)), którzy opowiadali o swoich przeżyciach z III Ultramaratonu Podkarpackiego. Nie będę ukrywać, że chłonęłam każde ich słowo jak gąbka wodę :)
W sumie w dniu ich startu walczyliśmy wszyscy Oni na Ultra ja z rodzinką na Naszych "górkach". Przez to, że Pan P. na bieżąco monitorował wyniki i był w łączności z Darkiem to trochę czułam się jakbyśmy przechodzili te same trasy, jakby każdy z Nas robił swoje Ultra, bo w sumie co to jest Ultra. Według mnie to przełamywanie swoich ograniczeń, pokonywanie bólu, zmaganie się z krążącym w głowie pytaniem "czy to już czas by odpuścić". Oprócz pokonanego dystansu różniło Nas jeszcze coś na wszystkich zdjęciach które oglądałam powtarzało się jedno - uśmiech od ucha do ucha, którego u mnie ciężko było znaleźć ;)
Darek wystartował na dystansie 72 km a Aga na 30 km, oba te dystanse są dla mnie hardcorem dlatego jestem z nich mega dumna. Aga była 9 wśród kobiet wyprzedzając nie jednego pana a w kategorii open 76. Darek natomiast wśród mężczyzn był 80, w open 92.
Na tej samej imprezie a zarazem do grona Ultrasów dołączyli Marcin Plutka i Grzegorz Sroka, których również mam przyjemność znać :) Pozatym musze dodać, że są mega fajnymi facetami i jak widać i u Nich uśmiech nie schodził z twarzy choć lekko nie było dali rade :) Jeszcze raz gratulacje chłopaki :)
Darek z Panem P. już planują kolejne długie biegi. Jednym z ciekawszych będzie Bieg Komandosa :) Chłopaki maja cały plan opracowany, część sprzętu już zakupiona. Darek ma już Bieg Komandosa za sobą więc Pan P. korzysta z każdej cennej wskazówki.
Na III Ultramaratonie Podkarpackim Darek spotkał pewnego człowieka, który jakby nie było był poniekąd sprawcą jego startu w Ultra :) A tym człowiekiem był Robert "Trebi" Corab, który podczas Biegu Komandosa namówił Darka na Ultra a co się okazało był na nim sędzią.
Robert "Trebi" Corab to znana postać w tym świecie, tak więc i ja muszę trochę poczytać o jego dokonaniach, które są nie małe :)
Jeszcze raz gratuluje Darkowi i Adze :D Jestem z Was mega dumna <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















































