Nastała taka sobota, gdzie parkrun Wolbrom musiał zostać na ten dzień zapomniany bo się Nam wymyśliło wycieczkowanie po górach.
Pan P. podał mi dwie kartki z dwoma trasami jedna 14 km a druga niecałe 20 km. Myślę sobie chyba zwariował biorę krótszą, choć i tak uważałam że to przegięcie. Nie no wcale ostatnio nie chorowałam przez 3 tyg a w ostatnim tygodniu nie brałam antybiotyku, ja chyba naprawdę na głowę upadłam, że się na to zgodziłam.
Tak więc po ciężkiej nocy, którą zafundowała Nam Nutka, bo przecież dziecku wychodzi dolna trójka a to większy armagedon niż dotychczasowe zęby, wstaliśmy prawie wyspani. Pan P. wyprowadził pupila a ja w tym czasie nakarmiłam i przebrałam Nutkę, oczywiście w międzyczasie pakując Nas na wyjście. Jeszcze małe zakupy w sklepie odbiór Teścia, bo okazało się że ma ochotę z Nami pochodzić :)
Wybraliśmy trasie w Międzybrodziu bialskim, ładne malownicze tereny.
Nim dojechaliśmy na miejsce Nutka zdążyła zwymiotować to nie zapowiadało nic dobrego :/ Kiedy zajechaliśmy na parking zobaczyliśmy praktycznie pionową ścieżkę do góry, nie ukrywam byłam przerażona, ale okazało się, że to nie Nasz szlak uff.
Nie cieszyłam się zbyt długo, bo trasa którą wybrał mój mąż okazała się hardcorem. Dobrze, że miałam kijki bo bym chyba nie wlazła. Cały czas pod górę no i kamienie, już po nie całym kilometrze biodro tak dawało mi się we znaki, że Pan P. co chwila pytał czy nie wracamy puki jest czas. A ja głupia myśląc, że to się zaraz skończy twierdziłam, że dam rade.
Oczywiście, że dałam rade z bólem jakimś cudem zaszłam do schroniska, gdzie zamówiłam sobie ochydną fasolówke za 10 zeta, której nie dało się zjeść na szczęście Nutki pomidorowa była zjadliwa ;)
Schodząc ze schroniska było znacznie lepiej ale ból był cały czas. Wszystko było by dobrze gdybym nie wygrzmociła w połowie zejścia, autentycznie w pierwszej chwili pomyślałam jak nic trzeba wzywać GOPR, ale wstałam nogi całe można iść dalej choć proste to nie było :/
Zeszliśmy w dół i był przystanek autobusowy Pan P. stwierdził, żebym poczekała z Nutką i Tatą a On pobiegnie po auto w końcu przed Nami było jeszcze jakieś 4 km. Trzeba było schować dumę do kieszeni i się poddać.
Tak zakończyła się moja wycieczka po górach z potłuczonymi kolanami i bólem biodra oraz z decyzją czas przeprosić się z lekarzem :/




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz