sobota, 16 kwietnia 2016

Kryzys

Nowe słowo klucz w mojej mentalności, które będzie pewnie nie raz przewijać się podczas moich zmagań - kryzys. Tym razem nie jest to kryzys psychiczny ale fizyczny. Tak się kończy chęć bycia kozakiem ;) No bo jak to ja nie dam rady :) W środę z Panią O. zrobiłyśmy 4 km w 32 min, w piątek znowu 4 km tym razem poniżej 31 min - nikt mi nie wmówi, że nie ma radości kiedy pobije się swój czas nawet o te parę sekund :) I mamy dzień dzisiejszy czyli sobotę a jak jest sobotę to jest.... oczywiście parkrun Wolbrom.
Rano wstałam w bojowym nastroju, bo jeśli robię 4 km w około 31 min to jest szansa na zrobienie ładnego czasu na parkrun. Wystroiłam się w klubową koszulkę, a co trzeba promować Klub. Pan P. obstawiał z Nutką wolontariat, więc można było spokojnie biec. Początek nie był nawet zły biegło się nie najgorzej jak na mnie ;) I tu pojawia się słowo klucz czyli kryzys, który dopadł mnie na powrotnej drodze. Piszczele tak zaczęły mnie boleć, że nie wiedziałam co jest grane. Piszczele to jeszcze nic nagle doszło kolano, myślę sobie co za diabeł mnie dopadł. Przypomniałam sobie słowa doświadczonych biegaczy "nic na siłe" tak więc resztę trasy po prostu przeszłam szybkim krokiem. Na szczęście mi się nie nudziło, bo czas ten spędziłam na miłej pogawędce za która dziękuje :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz