Nic nie dzieje się bez przyczyny - tak powinien wyglądać tytuł dzisiejszego posta.
W sumie to byłam pewna, że spadła mi motywacja, że mój zapał się skończył. Na parkrunie nie biegłam a bo wózka zapomnieliśmy, a to się źle czułam. W niedziele nie miałam siły na bieganie po szalonym weekendzie. W poniedziałek sobie tłumaczyłam, że biegam we wtorek. We wtorek od rana sprzątanie plus ponad 1720 agrafek, które w 3 godziny kompletowałam w zestawy po 4 szt na Nasz bieg 9 kwietnia. Przyszła godzina wyjścia na stadion a mnie moce opadły, mówię do Pana P. dziś nie biegam, źle się czuje.
Po powrocie do domu posprzątałam pół kuchni zła na siebie, że zdecydowanie za często źle się czuje. Zmęczona położyłam się spać choć stan ten nie trwał długo, bo Nutka była niespokojna płakała, kręciła się po łóżeczku i marudziła. Przez prawie cała noc nosiłam na rękach tuliłam, dawałam pić, głaskałam i smarowałam dziąsła maścią. Tak tak moje dziecko cierpiało z powodu wychodzących 4 i to dwóch na raz. Rano obudziłam się wykończona i tak teraz myślę, że jednak organizm mamy chyba sam się domyślił co się święci i chciał mnie trochę oszczędzić. Przynajmniej tak sobie tłumacze moją niemoc biegową ;)
Wracając jeszcze do wczorajszego biegania olkuszbiega.pl na stadionie, było to spotkanie 102 pojawiły się nowe twarze, co człowieka bardzo cieszy :) Nutka poszalała trochę na murawie a potem słuchałyśmy Naszych maratończyków i ultrasów. Fajnie się słucha jak ludzie przełamują swoje bariery, pokonują przeciwności losu by osiągnąć wyznaczony cel. Ładuje to moje baterie, bo każde słowa chłonę jak gąbka :) a potem odtwarzam je w głowie: nie ma rzeczy niemożliwych, Nasze ograniczenia są tylko kolejnym stopniem na schodach do wybranego celu :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz